Autor Wiadomość
Gość
PostWysłany: Pią 12:04, 30 Sty 2009    Temat postu:

Ja oczywiście jestem zwolennikiem obrony przed złodziejami wywołującymi na dodatek wojny nawet pozbawiając ich życia, ale kogoś takiego jak McCinley nie przyszłoby by mi na myśl zabić, bo jak na polityka był skrajnie liberalny i wolnorynkowy. Na jego miejsce mógłby przyjść jakiś na prawdę duży złodziej, i byłby problem.

Czołgosz to szczęściarz, skoro żył w USA w tamtym okresie. Jednym z najbardziej wolnościowym w historii całej ludzkości.
Flanky
PostWysłany: Pią 11:43, 30 Sty 2009    Temat postu:

Cytat:
dzisiaj byśmy powiedzieli pewnie hardcore libertarian. Zwolennik standartu złota, poglądy miał chyba zbliżone do Rona Paula.


Czyli nie taki hardcore i nie taki libertarian.

I nie robię tu za zwolennika jakiegoś typa, który zastrzelił prezydenta, nie jestem zwolennikiem takich metod.
Hubert C
PostWysłany: Czw 16:41, 29 Sty 2009    Temat postu:

Czołgosz to był raczej komunista albo socjalista, skoro zabił McKinleya. Prędzej go zabiorą FMS albo Młodzieżówka KPP..



Liberał, a dzisiaj byśmy powiedzieli pewnie hardcore libertarian. Zwolennik standartu złota, poglądy miał chyba zbliżone do Rona Paula.
Rozumiem, że słówko anarchizm działa na was jak woń kwiatów na przelatujące pszczoły, ale naprawdę nie ma się co się podniecać jakimś gościem, który pieprzy o dobrych ludziach, którym straszny kapitalista McKinley nie daje za darmo kasy. Z resztą przeczytajcie ten artykuł z onetu. Brzmi jak żywcem przepisany z podręcznika do historii z czasów komuny, albo jak cytat z utworu Żeromskiego..
Gość
PostWysłany: Czw 10:05, 29 Sty 2009    Temat postu:

Ja bym nie chcial, aby mi Tuskoluby mozg zabrali. No, chyba ze by od tego zmadrzeli troche. Smile
Duch
PostWysłany: Czw 7:51, 29 Sty 2009    Temat postu: Pan Nikt

Pan Nikt

Druga połowa 1901 roku. Nazwisko pewnego Polaka gości na ustach mieszkańców USA częściej niż wszystkie inne. Mówią o zabójcy swojego prezydenta. We wrześniu, młody człowiek z rodziny emigrantów z zapomnianego, nieistniejącego kraju, podniósł rękę na najpotężniejszą osobę w nowym, prężnie rozwijającym się mocarstwie.

Amerykanie nie mogą sobie poradzić z wymówieniem nazwiska zamachowca. Prasa zastanawia się, czy przypadkiem nie był Węgrem. W końcu Czołgosz, czy też Sholgush jak, zgodnie z angielską fonetyką, na początku zapisują jego nazwisko, brzmi dla ucha Amerykanina równie egzotycznie niezależnie od pochodzenia. Z pierwszych stron gazet spogląda zza krat na obywateli USA oblicze szaleńca, według niektórych po prostu desperata.

Pierwsza kadencja Williama McKinleya na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych należała do umiarkowanie udanych. Rozpoczęła się pod hasłami upowszechniania dobrobytu. Od 1897 roku przedsiębiorczość miała się dobrze, ale korzystali z tego przede wszystkim bogaci. Z sukcesami prowadzona była polityka zagraniczna. Przyłączenie Hawajów jako pięćdziesiątego stanu, czy wygrana wojna z Hiszpanią zapewniająca USA dominację nad Karaibami sprawiła, że rok przed swoją śmiercią William McKinley zdobył urząd prezydenta na drugą kadencję.

Przyszły zabójca McKinleya urodził się w rodzinie ubogich robotników, którzy za ocean przywędrowali za chlebem z jedną z fal emigracji z terenów zaboru rosyjskiego w latach 60-tych XIX wieku. Za Wielką Wodą Czołgoszowie nie znaleźli spokoju. Wielokrotnie zmieniali miejsce zamieszkania. Leon był jednym z siedmiorga rodzeństwa. Jego matka zmarła, wydając na świat ósme dziecko, gdy Leon miał 10 lat. Chłopiec nienawidził macochy, z którą jego ojciec związał się po tym tragicznym wydarzeniu. Uciekał w książki, stawał się odludkiem. Jak później powiedział, w szkole spotkał się z prześladowaniami ze strony kolegów. Jako dziecko podjął swoją pierwszą pracę w stalowni. W trakcie kilku kolejnych lat zmieniał zakłady i branże, ale wszędzie spotykał się z fatalnymi warunkami pracy. Niezadowolenie robotników często owocowało strajkami, w których uczestniczyli także Czołogosz i jego bracia. Często cierpieli także z powodu zwolnień będących efektem protestów.

Koniec XIX wieku, to czasy, w których wśród amerykańskich robotników rozprzestrzeniają się idee socjalizmu i anarchizmu. Ten drugi nurt przyciąga młodego robotnika z polskiej rodziny. Jego wyobraźnię rozpala artykuł prasowy o zabójcy włoskiego króla Umberta I, Gaetano Brescim. Czołgosz uczy się tekstu na pamięć i nosi go zawsze przy sobie w portfelu.

Pomysł zabicia głowy państwa stał się dla Czołgosza obsesją i doprowadził do tego, że mężczyzna stał się outsiderem nawet w gronie anarchistów. Uznano go za prowokatora, a w jednym z czasopism anarchistycznych ukazało się ogłoszenie ostrzegające przed kontaktami z nim.

Na miejsce zamachu wytypował Buffalo w stanie Nowy Jork, gdzie odbywała się Wystawa Panamerykańska, prezentująca osiągnięcia techniczne państw obu Ameryk. Para prezydencka miała zwiedzać ekspozycję od 4 września 1901 roku.

Do zamachu Czołgosz podchodził 3 razy w ciągu 3 dni. Pierwsza próba miała miejsce po południu 4 września. Zamachowiec planował wmieszać się w tłum witających McKinleya na dworcu w Buffalo. O jeden dzień życie prezydenta przedłużył dziwny wypadek. Okazało się, że działa oddające salwę na cześć głowy państwa, ustawiono zbyt blisko peronu. Huk wystrzału spowodował, że popękały okna w pociągu i okolicznych domach. Na dworcu wybuchła panika. Pojawiły się pogłoski o zamachu bombowym. W tłumie znaleziono błyskawicznie podejrzanego. Niedbale ubranego mężczyznę uznano za… anarchistę. Wszystko zakończyłoby się najprawdopodobniej samosądem, gdyby nie inny ze zgromadzonych. Wytwornie ubrany dżentelmen przekonał przygotowujących się do linczu, że mężczyzna jest niewinny, a zamieszanie spowodowane było hukiem armat.

Nazajutrz Czołgosz był wśród 50 tysięcy słuchających przemówienia McKinleya na terenie wystawy. Zamachowcy udało się przecisnąć pod podium mówcy. Gdy prezydent skończył swoje wystąpienie zszedł z trybuny i oddalił się w towarzystwie swojego otoczenia. Polak ruszył za nimi. Mimo dogodnych warunków nie zdecydował się jednak oddać strzału. Jak tłumaczył później, nie potrafił rozróżnić prezydenta wśród jego otoczenia.

Trzecia, udana próba, miała miejsce 6 września. Przed godziną 16 para prezydencka rozpoczęła zwiedzanie jednego z pawilonów wystawy, Świątyni Muzyki. Na zewnątrz panował trzydziestostopniowy upał. Zgromadzeni ocierają chusteczkami pot z czół. Czekają na spotkanie z McKinleyem. Z powodu upału ochrona prezydenta zdecydowała się odstąpić od swojej kardynalnej zasady: do głowy państwa można było podejść tylko z odkrytymi, niczym nie zasłoniętymi rękami. Chusteczka w ręce, była dla Czołgosza idealnym sposobem na zamaskowanie broni. Gdy w końcu, o godzinie 16.07, po odstaniu w kolejce, stanął przed McKinleyem, oddał dwa strzały. 25. prezydent USA złapał się za pierś i osunął na podłogę. Anarchista złożył się do trzeciego strzału. Nie pozwoliła mu jednak na to ochrona, powalając go na ziemię. Jeden z ochroniarzy ciosem w twarz pozbawił zamachowca przytomności. Ranny prezydent, widząc sytuację, powiedział: „nie róbcie mu krzywdy” i sam stracił świadomość.

8 dni później William McKinley umiera w wyniku odniesionych obrażeń. Jednym z eksponatów na wystawie Panamerykańskiej był aparat rentgenowski. Lekarze w obawie o zdrowie prezydenta nie zdecydowali się go jednak użyć.

Przekazany policji Czołgosz, przedstawił się swoim pseudonimem z czasów strajków robotniczych. Przybrana wtedy tożsamość brzmiała niemal symbolicznie. Fred Nieman – Fred Nikt. Idealne nazwisko dla wiecznego outsidera. 24 września zapadł wyrok w jego sprawie. Karę śmierci wykonano 29 października. W swoich ostatnich słowach Czołgosz tłumaczył, dlaczego targnął się na życie McKinleya: „Zabiłem prezydenta, ponieważ był wrogiem dobrych ludzi – dobrych, pracujących ludzi. Nie żałuję swojej zbrodni”. Władze odmówiły wydania jego ciała rodzinie w obawie o to, że grób Czołgosza mógłby się stać celem pielgrzymek anarchistów. Mózg zamachowca przekazany został do zakładu medycyny sądowej, a resztę ciała zalano kwasem siarkowym.

W kilka dni po wykonaniu wyroku, Thomas Edison nakręcił w więzieniu film będący rekonstrukcją śmierci Czołgosza na krześle elektrycznym.

Wyjątkową złośliwością losu można nazwać fakt, że 6 września 1901 roku w Świątyni Muzyki spotkali się dwaj mężczyźni, którzy tak mocno byli związani z walką o warunki pracy robotników. McKinley rozpoczął karierę polityczną w latach 60 XIX wieku, mając sławę obrońcy strajkujących górników. Jego dokonania prezydenckie z okresu prezydentury zostały z czasem przyćmione przez jego następcę, jednego z bardziej charyzmatycznych prezydentów, jakie USA miały w swojej historii – Theodore’a Roosevelta. Czołgosz znalazł miejsce w amerykańskiej kulturze. Niedługo po wydarzeniach w Buffalo, powstało kilka ludowych ballad o zamachowcu. Jego postać pojawia się także w musicalach, sztukach teatralnych oraz w cenionej powieści L.R. Doctorowa „Ragtime”.

ŹRÓDŁO: http://portalwiedzy.onet.pl/4870,25297,1529460,1,czasopisma.html

Zaciekawiło mnie to, więc wrzuciłem. Co o tym myślicie?

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group